Chirurgia robotyczna w Polsce: analiza, korzyści, wyzwania i przyszłość

1. Analiza statystyczna i trendy

W Polsce odnotowano lawinowy wzrost chirurgii robotycznej. W 2024 r. wykonano ok. 17 100 operacji z asystą robota, co oznacza wzrost o ok. 70% względem roku 2023 (w którym było ok. 10 110 takich zabiegów)[1]. Liczba ta niemal podwoiła się drugi rok z rzędu – dla porównania w 2022 r. wykonano nieco ponad 4,8 tys. takich operacji, a w 2023 r. już ponad 10 tys.[2][3]. Dynamika jest bezprecedensowa – eksperci wskazują, że nadrabiamy wieloletnie zaległości względem Zachodu, choć wciąż pozostajemy w tyle za średnią europejską[4]. Mimo to rok do roku gonimy czołówkę – tempo wzrostu w Polsce (100% w 2023, 70% w 2024) było wyższe niż globalnie (gdzie liczba zabiegów da Vinci wzrosła o ok. 22% w 2023)[5].

Liczba robotów chirurgicznych także szybko rośnie. Jeszcze 10 lat temu w Polsce był tylko 1 robot, a 5 lat temu 14 – obecnie jest ich ponad 100 (łącznie systemów chirurgicznych różnych typów)[6]. W samym 2024 r. uruchomiono 19 nowych robotów (da Vinci, Hugo lub Versius) w polskich szpitalach[7]. Na początku 2024 r. zabiegi robotyczne wykonywały 43 ośrodki z robotem da Vinci[8], a uwzględniając także roboty ortopedyczne i neurochirurgiczne – prawie 80 placówek, w tym ok. 13 prywatnych (tylko 3 bez kontraktu z NFZ)[9]. Najwięcej systemów zainstalowano w dużych aglomeracjach (aż 9 robotów w Warszawie, 4 w Poznaniu, 3 w Katowicach)[8], podczas gdy całe województwa o mniejszej liczbie ludności miały do niedawna 0-1 robotów. W efekcie dostępność technologii jest bardzo nierównomierna – w 2024 r. wykonano średnio 46 zabiegów robotycznych na 100 tys. mieszkańców Polski, ale w woj. kujawsko-pomorskim wskaźnik ten wyniósł 99/100 tys., a w Mazowieckiem 77, podczas gdy w woj. opolskim zaledwie 6 (warm.-mazurskie – 14)[10]. Podobnie na 1000 nowych zachorowań na nowotwory wykonuje się średnio 94 operacje robotowe; w Mazowieckiem wskaźnik sięga 185, a w Opolskiem tylko 13[11]. Mimo tych dysproporcji trend jest wzrostowy we wszystkich regionach, również dzięki pojawianiu się robotów w mniejszych ośrodkach. Prognozy rozwoju wskazują na dalszy szybki wzrost: szacuje się, że przy obecnym tempie w 2025 r. będzie ok. 80 robotów da Vinci, a do 2028 r. nawet ok. 130 systemów chirurgicznych różnych producentów[12][13]. Wartość polskiego rynku chirurgii robotycznej (łącznie koszty urządzeń, materiałów i świadczeń) ma wzrosnąć z ~624 mln zł w 2023 r. do ponad 2,1 mld zł w 2028 r. (średniorocznie +28%)[14][13]. Mimo to nadal mamy dużo do nadrobienia – w USA przypada 1 robot chirurgiczny na ~65 tys. mieszkańców, w Europie na ~46 tys., a w Polsce w 2023 r. jeden tylko system da Vinci przypadał na ok. 897 tys. mieszkańców[12], co obrazuje dotychczasowe zapóźnienie.

Statystyki zabiegów wg specjalizacji. Zdecydowaną większość operacji robotycznych w Polsce stanowią zabiegi onkologiczne – szacuje się, że ok. 97% wykonywanych w 2024 r. operacji robotem dotyczyło leczenia nowotworów (tylko ~500 zabiegów miało charakter nieonkologiczny, np. z zakresu kardiochirurgii, ginekologii łagodnej, przepuklin, endometriozy czy bariatrii)[15]. Liderem jest urologia, która odpowiada za ok. 67% wszystkich zabiegów robotycznych – głównie operacje raka prostaty (stanowią aż 61% całego wolumenu), a także nerki i pęcherza moczowego[16]. Kolejne 13% przypada na chirurgię kolorektalną (głównie resekcje raka jelita grubego), a ok. 12% na zabiegi ginekologiczne (przede wszystkim onkologiczne operacje trzonu macicy)[17]. Pozostałe ~8% stanowią różne zabiegi z chirurgii ogólnej i onkologicznej (np. resekcje nowotworów trzustki, żołądka, głowy i szyi, operacje bariatryczne) oraz kardiochirurgia (~2%) i torakochirurgia (~1%)[18]. Poniższy diagram ilustruje tę strukturę procedur robotowych w 2024 roku:

Struktura zabiegów robotycznych w Polsce w 2024 r. – dominacja urologii (prostatektomie), następnie chirurgii jelita grubego i ginekologii[16][17].

Warto podkreślić, że robotyka chirurgiczna koncentruje się w Polsce na leczeniu nowotworów – następuje „koncentracja w onkologii”. Najszybciej rośnie wykorzystanie robotów właśnie w zabiegach onkologicznych urologicznych i ginekologicznych. Przykładowo, w 2024 r. liczba robotowych operacji raka trzonu macicy (1723 zabiegi) po raz pierwszy przewyższyła liczbę takich operacji laparoskopowych[19], co pokazuje, jak szybko nowa technologia wypiera dotychczasowe metody w niektórych wskazaniach.

2. Zastosowania kliniczne

Urologia – lider zastosowań. Chirurgia robotyczna najszerzej zadomowiła się w urologii onkologicznej, będąc standardem leczenia raka gruczołu krokowego oraz coraz powszechniej stosowaną w guzach nerek i nowotworach pęcherza. Prostatektomia radykalna (usunięcie prostaty z powodu raka) to najczęstszy zabieg – stanowi ~73% wszystkich operacji robotycznych w Polsce[20]. Wskazaniem jest głównie zlokalizowany rak prostaty bez przerzutów. Technika robotowa umożliwia bardzo precyzyjne usunięcie prostaty wraz z nowotworem, z zachowaniem marginesów onkologicznych oraz oszczędzeniem struktur nerwowo-naczyniowych odpowiedzialnych za trzymanie moczu i potencję[21]. Dzięki trójwymiarowej wizualizacji HD i mikronarzędziom o wysokiej mobilności chirurg jest w stanie dokładniej preparować tkanki niż metodą otwartą czy nawet laparoskopową[22][23]. W efekcie skuteczność onkologiczna jest bardzo wysoka – w przypadkach raka ograniczonego do narządu udaje się całkowicie usunąć guz z marginesem wolnym od nowotworu[21]. Dodatkowo ograniczenie urazu operacyjnego przekłada się na lepsze wyniki funkcjonalne (o czym szerzej w sekcji korzyści pacjenta). Nic dziwnego, że już 73% wszystkich radykalnych prostatektomii w Polsce odbywa się z użyciem robota[24]. W wiodących ośrodkach odsetek ten jest jeszcze wyższy – np. w grupie Urovita (Chorzów/Zakopane) 99% operacji prostaty wykonuje się z asystą robota[25].

W urologii roboty stosuje się także do operacji nerek, głównie nefrektomii częściowych (NSS), czyli oszczędzających resekcji guza z pozostawieniem zdrowej części narządu[16]. Dzięki robotowi chirurg może precyzyjnie wyciąć guz nerki i zeszyć pozostały miąższ w krótkim czasie, co minimalizuje czas niedokrwienia nerki i pozwala zachować jej funkcję. Tradycyjna laparoskopia stawiała tu duże wyzwania techniczne – system robotyczny ułatwia szycie wewnątrz ciała i manipulację w głębi pola operacyjnego, zwiększając bezpieczeństwo zabiegu[26]. W efekcie już ok. 9% operacji guzów nerki w Polsce odbywa się robotycznie (dane za 2024 r.)[27], a w ośrodkach referencyjnych – nawet 75% wszystkich zabiegów na nerce wykonuje się z robotem[25]. Kolejnym zaawansowanym zastosowaniem jest cystektomia radykalna, czyli usunięcie pęcherza moczowego (np. z powodu zaawansowanego raka urotelialnego). To jedna z najbardziej skomplikowanych operacji w urologii (obejmuje także odtworzenie dróg moczowych, np. przez wszycie ureterów do fragmentu jelita). System da Vinci ułatwia preparowanie głęboko w miednicy oraz zespolenia jelitowe. W 2024 r. w Polsce ok. 15% cystektomii wykonano z asystą robota[27], przy czym w najlepszych ośrodkach odsetek ten sięga już ~60% i szybko rośnie[25]. Podsumowując, urologia pozostaje pionierem robotyki – sprzęt ten na stałe zagościł w najlepszych klinikach urologicznych świata i Polski, wyznaczając standardy dla innych dziedzin[28].

Zabiegi ginekologiczne. Drugim obszarem intensywnego rozwoju jest ginekologia onkologiczna. Roboty wykorzystuje się m.in. do radykalnych histerektomii z limfadenektomią u pacjentek z rakiem trzonu macicy (endometrium) oraz do niektórych operacji raka szyjki macicy. Bodźcem był fakt, że od sierpnia 2023 NFZ refunduje zabiegi robotyczne w tych wskazaniach[29]. Już w 2024 r. odnotowano 1 723 robotyczne operacje raka błony śluzowej macicy, przewyższając liczbę analogicznych operacji laparoskopowych[19]. Robot dał szczególne korzyści w ginekologii, bo pozwala na operowanie głęboko w miednicy mniejszej przy doskonałej widoczności, co ma znaczenie np. przy otyłości pacjentek (częstej w raku endometrium) – chirurg ma lepszy dostęp niż w technice otwartej. W 2024 r. zabiegi ginekologiczne stanowiły ~12% wszystkich operacji robotowych[17]. Szacuje się, że około 25% operacji raka endometrium w Polsce odbywa się już z użyciem robota[30]. Oprócz onkologii, robotyka znajduje też pierwsze zastosowania w ginekologii operacyjnej poza nowotworami – np. w trudnych przypadkach endometriozy głęboko naciekającej czy mięśniaków. Agencja Oceny Technologii Medycznych (AOTMiT) wydała ostatnio pozytywną ocenę zastosowania robotów w chirurgicznym leczeniu endometriozy, co otwiera drogę do refundacji także w tym obszarze[31]. To potencjalnie kolejny przełom, który może poprawić wyniki leczenia chorób ginekologicznych.

Chirurgia ogólna i onkologiczna. Coraz więcej specjalności spoza urologii sięga po roboty. Szczególnie dynamicznie rozwija się chirurgia kolorektalna. Od momentu refundacji (2023) liczba robotowych resekcji jelita grubego wzrosła z ~800 (2023 r.) do 2200 w roku 2024[32] – to wzrost o ponad 130% w ciągu roku. Zabiegi te obejmują głównie usunięcie guzów okrężnicy lub odbytnicy. Robot ułatwia precyzyjne preparowanie np. w obrębie miednicy (resekcje odbytnicy), co może przekładać się na lepszą radykalność onkologiczną i oszczędzenie zwieraczy. Już ok. 15% wszystkich operacji raka jelita grubego w Polsce jest wykonywanych robotycznie[33]. Poza jelitem grubym, robotyka wkracza także do chirurgii innych narządów jamy brzusznej. W kilku ośrodkach wykonuje się robotyczne resekcje guzów trzustki czy wątroby, operacje raka żołądka, a nawet zabiegi w rejonie głowy i szyi (np. resekcje guzów gardła) – na razie to pojedyncze procenty ogólnej liczby zabiegów, ale pojawienie się takich procedur świadczy o możliwościach technologii[34]. Przykładowo, w Wojskowym Instytucie Medycznym (WIM) w Warszawie w 2024 r. wykonano 131 operacji robotycznych z zakresu chirurgii jamy brzusznej (m.in. trzustki, wątroby, bariatrycznych) oraz 34 operacje robotyczne nowotworów głowy i szyi[35]. Roboty pomagają także w chirurgii bariatrycznej (operacje otyłości) i skomplikowanych rekonstrukcjach (choć tu częściej stosuje się laparoskopię, to robotyka może poprawić precyzję szycia zespolenia).

Kardio- i torakochirurgia. Robotyka wkroczyła również do chirurgii klatki piersiowej, choć na razie na mniejszą skalę. W 2024 r. ok. 2% operacji robotowych stanowiły zabiegi kardiochirurgiczne, zaś ~1% torakochirurgiczne[18]. W Polsce działa już kilka ośrodków wykonujących robotem zabiegi kardiochirurgiczne – np. w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie w 2024 r. zrealizowano aż 181 operacji robotowych na sercu (prawdopodobnie głównie rekonstrukcje zastawki mitralnej)[36], a Centrum Onkologii w Bydgoszczy – 78 zabiegów kardiochirurgicznych robotem (zapewne część to pomostowanie naczyń na bijącym sercu)[37]. W torakochirurgii robot bywa wykorzystywany np. do anatomicznych resekcji płata płuca u chorych na raka płuca czy do usunięcia śródpiersiowych guzów grasicy – w WIM Warszawa w 2024 wykonano 110 takich operacji robotem[38]. Choć stanowi to na razie ułamek wszystkich operacji klatki piersiowej, trwają prace nad włączeniem tych procedur do koszyka świadczeń (AOTMiT analizuje zasadność refundacji operacji robotycznych w raku płuca)[39]. Robotyka daje tu szansę na mniej inwazyjne operacje wewnątrz klatki (bez dużej sternotomii), co w kardiochirurgii ma ogromne znaczenie dla powrotu pacjenta do zdrowia.

Chirurgia dziecięca. Choć większość procedur dotyczy dorosłych, pierwsze operacje robotyczne u dzieci również mają miejsce w Polsce. W Gdańsku robot da Vinci pomagał już chirurgom w zabiegach u małych pacjentów[40]. Na świecie notuje się rosnącą liczbę operacji robotycznych u dzieci (np. operacje urologiczne – pieloplastykę z powodu wodonercza, czy chirurgiczne leczenie refluksu pęcherzowo-moczowodowego). Polskie centra pediatryczne dopiero zaczynają korzystać z tej technologii, ale można spodziewać się jej rozwoju – szczególnie, że mniejsze narzędzia i dedykowane systemy (np. da Vinci w wersji SP) będą to ułatwiać. Eksperci przewidują wzrost zastosowań robotów w pediatrii w najbliższych latach[41].

Neurochirurgia i ortopedia. Warto odnotować, że poza typowymi systemami do chirurgii „miękkiej” (jamy ciała) rozwijają się także roboty ortopedyczne i neurochirurgiczne. Są to zwykle zrobotyzowane ramiona wspomagające precyzyjne prowadzenie narzędzi lub implantów. W neurochirurgii roboty (np. system Rosa czy Stealth Autoguide) wykorzystuje się m.in. do operacji kręgosłupa (nawigowana implantacja śrub pedikularnych, stabilizacje – w 2024 r. 6 polskich szpitali wykonywało takie zabiegi[42]) oraz do zabiegów mózgu wymagających dużej dokładności (np. stereotaktyczne biopsje guzów, wszczepianie elektrod do głębokiej stymulacji mózgu czy termiczne ablacje ognisk padaczkorodnych)[43]. W ortopedii natomiast działają roboty asystujące przy endoprotezoplastyce stawów – najczęściej kolanowych (systemy firm Stryker czy Smith & Nephew), a coraz częściej także biodrowych. Umożliwiają one bardzo dokładne przygotowanie kości pod implant, co przekłada się na lepsze dopasowanie protezy. W Polsce kilka ośrodków ma takie urządzenia i wykonuje robotycznie protezy stawu kolanowego – w najbliższym czasie pojawić się mają także pierwsze rozwiązania do operacji stawu barkowego[44]. Choć te specjalistyczne roboty nie są bezpośrednią częścią „klasycznej” chirurgii robotowej da Vinci, to uzupełniają ekosystem nowoczesnych technologii w operatywie i również odnotowano ich szybki rozwój.

Nowe kierunki rozwoju. Przyszłość widzi coraz szersze zastosowanie robotów. Po urologii i onkologii ginekologicznej kolejne dziedziny będą korzystać z tej technologii – oczekuje się wzrostu wykorzystania w chirurgii endokrynologicznej (np. robotyczne resekcje nadnerczy, tarczycy), w otolaryngologii (transoral robotic surgery – TORS – do usuwania guzów gardła i krtani), a także szerszego wejścia do wspomnianej pediatrii. Kluczowym trendem jest też dywersyfikacja producentów – obok dominującego systemu da Vinci pojawiają się konkurencyjne platformy. W Polsce od 2022 r. działa brytyjski system CMR Versius (ma go m.in. Urovita Chorzów, Szpital w Zakopanem), a pod koniec 2024 r. zadebiutował system Medtronic Hugo (pierwsze operacje wykonano w Jastrzębiu-Zdroju)[45][46]. Konkurencja wpływa na obniżanie kosztów (więcej w sekcji ekonomicznej) i większą dostępność – nowe roboty są projektowane z myślą o łatwiejszym wdrożeniu w średnich ośrodkach[47][48]. Ponadto trwają prace nad integracją robotyki z nawigacją obrazową i sztuczną inteligencją – już dziś przed operacją planuje się trajektorie cięcia na podstawie badań MRI/CT (zwłaszcza w neurochirurgii)[42], a w przyszłości systemy mogą oferować np. automatyczne rozpoznawanie struktur anatomicznych czy ostrzeganie przed przekroczeniem linii cięcia. Coraz głośniej mówi się też o możliwości zdalnych operacji (telerobotyka) – technicznie jest to możliwe, co udowodniono już lata temu, jednak wymaga ultra-niezawodnej sieci komunikacji. W perspektywie kolejnych lat rozwój tych innowacji może zrewolucjonizować kolejne obszary chirurgii.

3. Korzyści dla pacjentów

Chirurgia robotyczna to forma minimalnie inwazyjnej operacji, która przekłada się na liczne korzyści kliniczne dla pacjentów w porównaniu z tradycyjnymi metodami otwartymi, a nawet laparoskopowymi. Poniżej zestawiono najważniejsze benefity dla pacjentów potwierdzane przez lekarzy i dane kliniczne:

  • Krótsza rekonwalescencja i pobyt w szpitalu: Zabiegi robotyczne są mniej traumatyczne dla organizmu – wymagają jedynie kilku niewielkich nacięć, bez szerokiego otwierania powłok. Dzięki temu pacjenci szybciej dochodzą do siebie. Według lekarzy hospitalizacja jest zdecydowanie krótsza, a chory może wcześniej wrócić do codziennych aktywności[49]. Przykładowo, pacjenci po robotycznej prostatektomii często opuszczają szpital już po 2-3 dniach, podczas gdy przy operacji otwartej byłoby to ok. 7 dni. Marcin Trzewik (urolog, operator robota) zauważa, że dzięki ergonomicznej pracy robota i precyzji zabiegu rekonwalescencja pacjenta jest szybsza, a powrót do zdrowia i pracy łatwiejszy[50]. Narodowy Fundusz Zdrowia również potwierdza, że chirurgia robotowa – będąc mniej inwazyjną – skraca czas rekonwalescencji i zmniejsza ubytek krwi w porównaniu z metodą otwartą[51]. W praktyce oznacza to mniejsze zmęczenie organizmu zabiegiem i szybsze odzyskanie sił przez chorego.
  • Mniejsze ryzyko powikłań pooperacyjnych: Dzięki lepszej wizualizacji i precyzyjnym instrumentom robotycznym chirurg podczas operacji uszkadza mniej zdrowych tkanek i unika niepotrzebnych manipulacji[26]. To przekłada się na rzadsze powikłania. Przede wszystkim istotnie maleje ryzyko zakażeń miejsca operowanego (małe nacięcia goją się szybciej i stanowią mniejsze wrota dla infekcji niż duża rana po laparotomii). Zmniejsza się też utrata krwi – w wielu zabiegach robotycznych odsetek pacjentów wymagających transfuzji jest niemal zerowy, podczas gdy w operacjach otwartych bywa znaczny. NFZ analizując zabiegi prostatektomii stwierdził, że częstość zakażeń oraz śmiertelność okołozabiegowa były podobne w technikach otwartej, laparo i robotowej (bardzo niska w każdej z nich), ale robot znacznie redukuje inwazyjność – co w domyśle ogranicza inne powikłania jak ból, komplikacje gojenia rany, czy zrosty[51]. AOTMiT w swojej ocenie podkreślała m.in. zmniejszone ryzyko uszkodzenia tkanek oraz ułatwienie szycia dzięki robotom[52]. Dla pacjenta oznacza to bezpieczniejszy przebieg operacji – mniejszy ból po zabiegu, mniej komplikacji i niższe prawdopodobieństwo reoperacji czy przedłużonego pobytu w szpitalu[53].
  • Większa precyzja zabiegu i skuteczność leczenia: Robot chirurgiczny zapewnia chirurgowi niezrównaną precyzję – obraz 3D HD powiększony 10-20× pozwala dostrzec najdrobniejsze struktury, a instrumenty o 7 stopniach swobody ruchu naśladują ruch nadgarstka, eliminując drżenie rąk[23][54]. W efekcie operator może dokładniej usunąć zmiany chorobowe, oszczędzając zdrowe tkanki. Ma to ogromne znaczenie w onkologii – celem jest usunięcie całego nowotworu przy minimalnym marginesie i minimalnym uszkodzeniu okolicznych struktur. Jak wyjaśnia dr Igal Mor (urolog), w przypadku raka prostaty chirurgia robotyczna umożliwia usunięcie gruczołu z zachowaniem ujemnego marginesu (zero resztek nowotworu) w zdecydowanej większości przypadków raka ograniczonego do narządu[21]. Światowe dane potwierdzają bardzo wysoką skuteczność onkologiczną – np. 5-letnie przeżycia bez wznowy po robotycznej prostatektomii sięgają >90% w czołowych ośrodkach, co dorównuje, a nieraz przewyższa wyniki chirurgii otwartej. Również w operacjach jelita grubego odsetki radykalności R0 są wysokie dzięki robotowi. Z kolei w zabiegach nienowotworowych precyzja oznacza lepszy efekt funkcjonalny – np. w urologii robot ułatwia operacje rekonstrukcyjne (jak zespolenie moczowodu w wodonerczu) z mniejszym ryzykiem nieszczelności zespolenia. Skuteczność leczenia rośnie też dzięki temu, że chirurg może dotrzeć robotem do trudno dostępnych miejsc (np. śródpiersie, miednica mała) bez potrzeby rozległego otwierania pacjenta[22]. AOTMiT wymieniała m.in. łatwiejszy dostęp do małych przestrzeni jako jedną z zalet robotyki[26]. To wszystko sprawia, że rośnie szansa na pełne wyleczenie choroby przy minimalnych skutkach ubocznych zabiegu.
  • Lepszy komfort pacjenta i jakość życia po operacji: Mniej inwazyjny charakter operacji robotycznych przekłada się na odczuwalne korzyści z punktu widzenia pacjenta. Po pierwsze, pozostają mniejsze blizny – kilka dziurek 5-12 mm zamiast długiego cięcia – co ma znaczenie kosmetyczne i psychologiczne. Po drugie, pacjent odczuwa mniej bólu po operacji (mniejsza rana to mniejsza trauma tkanek), dzięki czemu szybciej uruchamia się z łóżka i może funkcjonować samodzielnie. Po trzecie, krwawienie podczas operacji jest dużo mniejsze, co oprócz wspomnianego braku transfuzji oznacza też mniejszą utratę sił i szybsze dojście do formy. Wszystko to składa się na krótszy powrót do normalnego życia. Szczególnie istotne są jednak długoterminowe efekty funkcjonalne, zwłaszcza w onkologii urologicznej. Jak podkreśla dr Mor, kluczową kwestią dla mężczyzn po prostatektomii jest trzymanie moczu i zachowanie funkcji seksualnych – tutaj chirurgia robotyczna daje ogromną szansę na powrót do pełnej sprawności[55]. Dane z ośrodka dr. Mora wskazują, że aż ~70% pacjentów operowanych robotem z powodu raka prostaty nie ma problemów z nietrzymaniem moczu już w momencie usunięcia cewnika pooperacyjnego[56]. To znacznie lepszy wynik niż przy tradycyjnej operacji, gdzie wielu chorych boryka się z wysiłkowym nietrzymaniem moczu przez dłuższy czas. Również potencja seksualna jest częściej zachowana dzięki technice nerwooszczędzającej ułatwionej przez robota (zwłaszcza u młodszych mężczyzn z rakiem prostaty). Pacjenci poddani takim operacjom mogą więc liczyć na lepszą jakość życia po leczeniu – unikają nie tylko długiej rekonwalescencji, ale i długotrwałych skutków ubocznych, które obniżają komfort życia. Wielu chorych podkreśla, że samopoczucie po operacji robotowej jest zaskakująco dobre – np. opuszczają szpital bardzo szybko, często bez cewnika i z minimalnym bólem, a do pełnej aktywności wracają w ciągu kilkunastu dni[57]. Lesław Polański (prezes Centrum Urologii Robotycznej) zauważa, że obecnie pacjenci są coraz bardziej świadomi tych korzyści i często sami pytają o możliwość operacji robotem, wiedząc że oznacza to dla nich mniej cierpienia i szybszy powrót do normalności[49]. Początkowe obawy (np. że „robot będzie ich operował sam” czy niepewność co do bezpieczeństwa) ustępują – doświadczenia tysięcy pacjentów leczonych tą metodą w Polsce pokazują, że jest to rozwiązanie komfortowe i skuteczne[49].
  • Opinie lekarzy i pacjentów: Zarówno chirurdzy, jak i pacjenci dzielą się pozytywnymi opiniami na temat robotyki. Prof. Wojciech Zegarski (krajowy konsultant ds. chirurgii onkologicznej) podkreśla, że operacje robotowe oznaczają mniej powikłań, krótszy pobyt w szpitalu i szybszy powrót do zdrowia, co opłaca się nie tylko pacjentom, ale i całemu systemowi opieki[53]. Chirurdzy zgodnie twierdzą, że robot nie zastępuje lekarza, lecz jest znakomitym narzędziem w jego rękach – poprawia precyzję i ergonomię pracy operatora, który siedzi wygodnie przy konsoli zamiast stać pochylony nad stołem[50]. Dzięki temu chirurg mniej się męczy, co również wpływa na bezpieczeństwo pacjenta (mniejsze ryzyko błędu pod koniec długiej operacji). Pacjenci zaś chwalą sobie m.in. szybki powrót do formy i minimalne blizny – wielu z nich po kilku tygodniach od tak poważnej operacji funkcjonuje prawie tak jak przed chorobą. Te liczne korzyści sprawiają, że chirurgia robotyczna jest postrzegana jako przełom z punktu widzenia jakości leczenia, oferujący nowy poziom komfortu i bezpieczeństwa terapii.

4. Aspekty ekonomiczne i systemowe

Finansowanie NFZ i wycena świadczeń. Refundacja zabiegów robotycznych przez NFZ była kamieniem milowym, który umożliwił rozwój tej technologii w Polsce. Pierwszy raz Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadził odrębną wycenę za robotyczną operację – stało się to w kwietniu 2022 r. dla radykalnej prostatektomii[58]. Następnie od 1 sierpnia 2023 poszerzono refundację o robotyczne operacje raka jelita grubego i raka trzonu macicy (endometrium)[29]. Te decyzje znacząco poprawiły opłacalność inwestowania w roboty dla szpitali – od tego momentu za zabieg z użyciem robota NFZ płacił więcej niż za analogiczny zabieg laparoskopowy[59]. W 2024 r. NFZ sfinansował łącznie 16 600 operacji robotycznych (z czego 10 850 według podwyższonych stawek „robotowych”, a 5 750 jeszcze według zwykłych stawek laparoskopowych), co stanowiło 97% wszystkich takich zabiegów – tylko ok. 500 operacji pacjenci opłacili sami[60]. Oznacza to ogromny wzrost dostępności – dla porównania w 2018 r. aż 85% zabiegów robotycznych było finansowanych komercyjnie (prywatnie), podczas gdy w 2024 r. już tylko 3% pacjentów musiało zapłacić z własnej kieszeni[61]. Refundacja NFZ nieustannie ewoluuje: w lipcu 2025 zapowiedziano obniżenie wyceny robotycznej prostatektomii z 32,7 tys. zł do 28,1 tys. zł, tak aby zbliżyć ją do kosztu operacji laparoskopowej (~27 tys. zł)[62]. Według NFZ tak znaczący wzrost liczby ośrodków i zabiegów obniżył realne koszty (dzięki konkurencji producentów oraz standaryzacji i szybszemu wykonywaniu operacji przez doświadczone zespoły)[63]. Mimo redukcji stawki, operacje robotowe nadal są dodatkowo premiowane (choć już nie tak wysoko jak na początku). Łączne wydatki NFZ na robotykę rosną – w 2024 r. Fundusz wydał na refundację 10 850 operacji robotowych o 82,1 mln zł więcej niż gdyby rozliczył te przypadki jak zwykłą laparoskopię[64]. Innymi słowy, „inkrementalny koszt” robotyki wyniósł 82,1 mln zł w 2024 r.[65]. Warto jednak zauważyć, że NFZ dąży do racjonalizacji tych kosztów: analiza AOTMiT dot. prostatektomii wykazała brak różnic w kluczowych negatywnych zdarzeniach (infekcje, zgony) między technikami, stąd fundusz argumentował obniżenie taryfy chęcią urealnienia wyceny do faktycznych nakładów szpitali[66][51]. Jednocześnie NFZ zdaje sobie sprawę z korzyści (mniej powikłań, szybsze wypisy), więc planuje rozszerzać listę refundowanych procedur robotowych – trwają analizy kosztowe dla operacji robotycznych w raku płuca i raku nerki (z myślą o decyzjach w 2026 r.)[39]. Można przewidywać, że z czasem kolejne operacje (np. z zakresu torakochirurgii, może też rekonstrukcyjne) zostaną objęte dedykowaną wyceną.

Koszty zakupu i utrzymania robotów. Zakup robota chirurgicznego to duża inwestycja – typowy system da Vinci (najpopularniejszy w Polsce) kosztuje w granicach 10-14 mln zł, w zależności od modelu i wyposażenia. Dodatkowo dochodzą koszty serwisowania (kilkaset tysięcy złotych rocznie za umowy serwisowe) oraz narzędzi jednorazowych i akcesoriów wykorzystywanych podczas operacji. Instrumenty robotyczne mają ograniczoną żywotność (np. mogą być użyte do 10 zabiegów), potem wymagają wymiany – co generuje koszt kilku tysięcy złotych na zabieg. Dlatego średni koszt jednostkowy operacji robotycznej jest wyższy niż klasycznej (głównie z powodu amortyzacji sprzętu i zużycia narzędzi). W Polsce starano się to zrównoważyć wyższą refundacją – początkowo różnica wynosiła ~5-10 tys. zł na zabieg (NFZ płacił np. 32,7 tys. zł vs 22-27 tys. zł za laparoskopię), obecnie ta różnica zmalała do ok. 1 tys. zł w przypadku prostatektomii[62]. To znak, że koszty technologii spadają – m.in. dzięki pojawieniu się nowych producentów. Placówki dysponujące większą liczbą robotów mogą też wynegocjować lepsze warunki serwisowe i ceny instrumentów (efekt skali). W 2023 r. na jeden robot w Polsce przypadało średnio 225 zabiegów rocznie, podczas gdy w niektórych ośrodkach liczba ta przekraczała 400[67][68]. Efektywne wykorzystanie sprzętu jest kluczowe, bo „próżnujący” robot generuje tylko koszty. Specjaliści obliczyli, że próg opłacalności inwestycji to ok. 150 zabiegów robotycznych rocznie na jeden system – taki wolumen pozwala pokryć koszty eksploatacji podwyższoną stawką NFZ[69]. W 2024 r. tylko 25 spośród 45 ośrodków rozliczających robotyczną prostatektomię osiągnęło ten pułap 150/rok[69]. To pokazuje, że w części szpitali roboty wciąż nie są w pełni wykorzystane (być może z powodu ograniczeń kadrowych lub mniejszej liczby pacjentów w regionie). W takich przypadkach ekonomia jest trudniejsza – co stanowi argument, by planować zakupy centralnie i lokować roboty tam, gdzie jest potencjał wykorzystania (np. duże centra onkologii). W najbliższych latach wiele polskich szpitali skorzysta z dofinansowania na zakup robotów – ponad 40 placówek złożyło wnioski w ramach Krajowego Planu Odbudowy[70], a osobny program MON doposażył już 6 szpitali wojskowych w roboty[70]. Dzięki tym dotacjom koszty zakupu nie obciążają budżetów szpitali bezpośrednio, co ułatwia implementację technologii. Niemniej pozostaje kwestia kosztów bieżących – szpital musi zapewnić środki na serwis i narzędzia, co przy niewystarczającej wycenie NFZ może stanowić obciążenie (dotyczy to zwłaszcza zabiegów, które nie mają dedykowanej wyceny robotowej – wówczas szpital dostaje stawkę jak za zwykłą laparoskopię, często niepokrywającą dodatkowych wydatków).

Opłacalność z różnych perspektyw:

  • Perspektywa szpitala: Dla dyrekcji placówki decyzja o wdrożeniu robotyki to bilans zysków wizerunkowych, klinicznych oraz kosztów. Posiadanie robota podnosi prestiż szpitala i przyciąga pacjentów (także spoza regionu), co przekłada się na przychody z NFZ. Jednak aby inwestycja się zwróciła, trzeba wykonywać odpowiednio dużo zabiegów. Jak wspomniano, próg to ok. 150 operacji rocznie na system[69]. W Polsce coraz więcej ośrodków ten próg przekracza – w 2024 r. aż 35 placówek wykonało >200 zabiegów robotycznych[71] – co oznacza, że roboty nie stoją bezczynnie. NFZ do niedawna płacił znacząco więcej za operację robotyczną, co stanowiło dla szpitali bodziec finansowy – np. za robotyczną prostatektomię stawka była o ~30% wyższa niż za laparoskopową. Obecnie ta różnica się zmniejszyła, więc szpitale muszą optymalizować koszty (np. poprzez doświadczenie zespołów skracające czas operacji, wykorzystywanie tańszych zamienników narzędzi jeśli dostępne, czy dzielenie robotów między oddziałami, by zwiększyć ich obłożenie). Dla wielu publicznych szpitali problem stanowi wygospodarowanie środków na zakup – stąd kluczowe są programy dofinansowań (UE, budżet państwa). Szpitale powiatowe często nie mają takich funduszy – w 2024 r. tylko 39 ze 219 szpitali powiatowych w Polsce osiągnęło dodatni wynik finansowy[72], reszta borykała się z deficytami. Nic dziwnego, że nowoczesne roboty na razie trafiają głównie do dużych, wojewódzkich i specjalistycznych placówek. Opłacalność dla szpitala rośnie jednak wraz z liczbą zabiegów – duże centra (Bydgoszcz, Chorzów, Warszawa) wykonujące po 500-800 operacji rocznie nie tylko pokrywają koszty, ale i generują dodatkowy przychód dzięki robotom. Co więcej, zmniejsza się koszt jednostkowy – pojawienie się konkurencyjnych robotów Versius czy Hugo pozwala szpitalom wybierać oferty i negocjować ceny (Magdalena Dzierwa z AOTMiT wskazuje, że wzrost liczby ośrodków zwiększył konkurencyjność i umożliwił negocjacje cen sprzętu i serwisu)[66][63]. Zatem dla szpitala robotyka może być inwestycją zwracającą się, o ile zapewni się odpowiedni wolumen i rozsądne gospodarowanie kosztami.
  • Perspektywa NFZ (systemu ochrony zdrowia): Początkowo mogło się wydawać, że finansowanie drogich zabiegów robotycznych obciąży budżet płatnika. Jednak NFZ dostrzega długoterminowe oszczędności i korzyści. Jak podkreśla prof. Zegarski, krótszy pobyt pacjenta w szpitalu i mniejsze powikłania oznaczają, że „to się systemowi opłaca” – pacjent wraca szybciej do zdrowia, nie zajmuje łóżka przez długi czas, rzadziej wymaga rehospitalizacji czy leczenia powikłań[53]. Z punktu widzenia NFZ koszt zabiegu to nie wszystko – liczy się całkowity koszt procesu leczenia. Jeśli dzięki robotowi pacjent unika np. powikłań septycznych czy nie musi przez miesiąc leżeć na oddziale rehabilitacji, to fundusz oszczędza na tych innych świadczeniach. Co prawda analiza NFZ nie wykazała różnic w powikłaniach infekcyjnych czy śmiertelności przy prostatektomii[51] (co i tak dobrze świadczy o robotyce – nie jest gorzej niż standard), ale można przypuszczać, że koszty pośrednie (jak zwolnienia lekarskie pacjentów, renty inwalidzkie itp.) są mniejsze, gdy pacjent szybciej wraca do pracy. NFZ stara się racjonalizować wydatki – stąd obniżka taryf, by płacić „tyle, ile trzeba” za roboty, i włączanie robotyki do zwykłych grup JGP. Jednocześnie planuje stopniowo rozszerzać refundację na kolejne wskazania (co jest nieuniknione wraz z rosnącą liczbą robotów w publicznych szpitalach)[73]. Reasumując, z perspektywy systemu publicznego inwestycja w robotykę może być opłacalna pod warunkiem efektywnego wykorzystania – dlatego NFZ monitoruje liczbę zabiegów per ośrodek i zachęca do „rozkręcenia” programów (próg 150 zabiegów rocznie wskazany przez prezesa NFZ jako punkt rentowności)[69]. Wprowadzenie robotów do kolejnych dziedzin może początkowo zwiększyć wydatki (np. refundacja operacji płuca czy endometriozy), ale długofalowo może się przyczynić do poprawy wyników leczenia (mniej powikłań, lepsza jakość życia pacjentów onkologicznych). Ponadto krajowy system opieki zdrowotnej zyskuje nowe kompetencje technologiczne, co unowocześnia medycynę i może zatrzymać emigrację specjalistów (lekarze mają dostęp do najnowszych narzędzi na miejscu).
  • Perspektywa pacjenta: Dla pacjentów wprowadzenie refundacji oznaczało olbrzymi wzrost dostępności nowoczesnego leczenia bez dodatkowych kosztów. Jeszcze kilka lat temu operacja robotem wiązała się często z wydatkiem rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych (jeśli zabieg nie był finansowany przez NFZ). Wielu chorych nie było na to stać, co tworzyło medycynę „dwutorową” – tylko nieliczni mogli pozwolić sobie na robota prywatnie. Obecnie niemal wszystkie zabiegi onkologiczne robotyczne są pokrywane przez NFZ[60], a pacjent trafia na operację tak samo jak na każdą inną – bez dopłat. To wyrównuje szanse chorych niezależnie od statusu majątkowego, zgodnie z zasadą równego dostępu do świadczeń. Co więcej, pacjent oszczędza koszty pośrednie – szybszy powrót do pracy oznacza mniejsze straty zarobków, krótszą zależność od rodziny czy opieki społecznej. Jakość życia po zabiegu jest wyższa (mniej powikłań typu stomie, przepukliny pooperacyjne, które generują dalsze wydatki na sprzęt stomijny czy kolejne operacje). Pacjenci doceniają także komfort – wielu z nich wybierałoby robotykę nawet gdyby wiązała się z dopłatą, z uwagi na opisane w sekcji 3 korzyści zdrowotne. Obecnie jednak dodatkowa płatność nie jest wymagana, co buduje pozytywny odbiór systemu opieki zdrowia. Wzrasta świadomość społeczna – pacjenci pytają o możliwość operacji robotem i oczekują, że ich szpital taką metodę oferuje[49]. Jeśli w danym regionie brak takiej opcji, część chorych decyduje się na leczenie w innym ośrodku (migrując za robotem), co może generować koszty dojazdów, ale w skali makro jest to korzystne, gdyż pacjent otrzymuje optymalne leczenie. W perspektywie długoterminowej pacjenci jako zbiorowość mogą skorzystać finansowo również w ten sposób, że poprawa wyników leczenia i mniejsza inwazyjność zmniejsza konieczność dalszych terapii (np. powikłań, rehabilitacji), co odciąża budżet systemu – dzięki temu środki publiczne mogą być przeznaczone na inne świadczenia dla pacjentów. Podsumowując, z punktu widzenia pacjenta chirurgia robotyczna to nowa jakość leczenia dostępna bez dodatkowych opłat, przynosząca wymierne korzyści zdrowotne i ekonomiczne w postaci szybszego odzyskania pełni sił i zdolności do pracy.

Koszt operacji tradycyjnej vs robotowej – analiza całościowa. Jeżeli porównamy łączny koszt leczenia (zabieg + hospitalizacja + leczenie powikłań) metody tradycyjnej i robotycznej, okazuje się, że różnice się zacierają. Operacja otwarta jest tańsza sprzętowo (brak drogich narzędzi jednorazowych, mniejszy koszt amortyzacji), ale pacjent pozostaje dłużej w szpitalu, częściej wymaga intensywnej terapii (np. przetoczenia krwi, leczenia bólu), a powikłania mogą generować kolejne koszty. Operacja robotyczna – droższa „na starcie” – skraca pobyt i minimalizuje komplikacje, więc koszty po operacji są niższe. W wielu zachodnich analizach stwierdzono, że całkowity koszt dla płatnika jest porównywalny, a czasem nawet niższy przy technice robotowej (zwłaszcza w przypadku dużych szpitali wykonujących dużo takich zabiegów, co obniża koszt jednostkowy sprzętu). NFZ, obniżając taryfę robotowej prostatektomii do 28,1 tys. zł, właściwie zrównał ją z kosztem laparoskopii (~27 tys.), uznając, że dzięki postępowi organizacyjnemu i spadkowi cen materiałów realne koszty już tak się nie różnią[66]. To dowód, że w miarę upowszechnienia technologii koszty są racjonalizowane. Można więc powiedzieć, że chirurgia robotyczna nie jest już ekstrawagancją finansową, a staje się elementem opieki zdrowotnej mieszczącym się w akceptowalnych ramach wydatków. Oczywiście wymaga to dalszego monitorowania i optymalizacji – stąd postulaty prowadzenia centralnego rejestru zabiegów robotowych wraz z danymi o efektach i kosztach, aby móc ocenić efektywność kosztową (taki rejestr wciąż w Polsce nie powstał)[74]. Niemniej, doświadczenia np. Narodowej Służby Zdrowia w Wielkiej Brytanii (NHS), która również refunduje roboty w urologii i innych dziedzinach, pokazują że przy odpowiedniej skali robotyka może być finansowo zrównoważona lub wręcz korzystna dla systemu (poprzez oszczędności na powikłaniach i absencji chorobowej społeczeństwa). Ważne jest jedynie, by inwestować tam, gdzie przyniesie to największe efekty – czyli w regiony i ośrodki, które wykorzystają potencjał robotów w pełni.

5. Infrastruktura i dostępność

Rozmieszczenie robotów chirurgicznych w Polsce pozostaje nierównomierne geograficznie. Obecnie systemy robotyczne są dostępne głównie w dużych ośrodkach klinicznych, centrach onkologii i szpitalach akademickich. Według stanu na początek 2024 r., zabiegi z użyciem robota da Vinci wykonywano w 43 szpitalach (plus 2 ośrodkach podwykonawczych) na terenie kraju[12][8]. Do tego dochodzi kilka placówek używających robotów Versius oraz urządzeń ortopedycznych i neurochirurgicznych – łącznie ponad 100 szpitali dysponuje jakimś systemem robotowym[75]. Mapa pokazuje jednak wyraźnie, że dominują województwa z dużymi metropoliami: mazowieckie (Warszawa i okolice) ma najwięcej robotów (9 w samej Warszawie)[8] i najwyższą liczbę zabiegów, a także kujawsko-pomorskie (Bydgoszcz, Toruń) czy śląskie. Z kolei regiony takie jak opolskie czy warmińsko-mazurskie do niedawna w ogóle nie miały robota chirurgicznego, co przekładało się na śladową liczbę operacji – np. w 2024 r. w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców w woj. opolskim wykonano tylko 6 zabiegów robotowych, podczas gdy w kujawsko-pomorskim 99[10]. Obecnie sytuacja zaczyna się zmieniać – pierwsze systemy da Vinci trafiły do Opola (2023 r.) i Olsztyna (Warmia-Mazury) już kilka lat temu[76][77], choć skala ich użycia jeszcze odbiega od liderów. Dostępność w wielkich miastach jest więc znacznie lepsza niż w małych – niemal wszystkie kliniki akademickie (Warszawa, Kraków, Gdańsk, Lublin, Wrocław, Poznań, Szczecin, Białystok, Katowice/Zabrze) mają własne roboty lub dostęp do nich w regionie. Natomiast mniejsze miasta i szpitale powiatowe na ogół nie posiadają takiej technologii.

Ośrodki wykonujące najwięcej zabiegów. Rozwój infrastruktury sprawił, że roboty pojawiły się w ponad 70 placówkach, ale ich wykorzystanie jest bardzo różne. Czołówkę stanowią duże centra onkologiczne i specjalistyczne. W 2024 r. najwięcej operacji robotycznych wykonało Centrum Onkologii w Bydgoszczy – aż 838 zabiegów przy użyciu 3 robotów da Vinci (w tym 468 prostatektomii, 190 resekcji jelita grubego, 78 operacji kardiochirurgicznych i 58 ginekologicznych)[37][78]. Drugie miejsce zajął prywatny ośrodek Urovita w Chorzowie – 782 operacje dwoma robotami Versius (aż 533 urologiczne, w tym 401 prostatektomii, oraz 249 ginekologicznych)[79][80]. Trzeci był Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie – 704 zabiegi na dwóch da Vinci (192 urologiczne, 154 ginekologiczne, 131 chirurgii ogólnej, 65 kolorektalnych, 110 torakochirurgicznych, 34 głowy i szyi, 18 kardiochirurgicznych)[81]. W czołówce znalazły się też m.in. Europejskie Centrum Zdrowia Otwock (637 zabiegów, głównie urologia – w tym rekordowe 476 prostatektomii robotycznych i 107 operacji nerek)[82] oraz Instytut MSWiA w Warszawie (614 zabiegów, w tym aż 181 kardiochirurgicznych – najwięcej w Polsce – obok 226 urologicznych i innych)[36]. Widzimy więc, że największe wolumeny generują ośrodki będące albo dedykowanymi centrami robotycznymi (Urovita, Mazovia) lub duże szpitale publiczne o szerokim profilu. Szpitale powiatowe dopiero raczkują – co dziesiąty zabieg robotowy w 2024 r. wykonano wprawdzie w jednostce, która dopiero od roku miała robota[83], ale były to najczęściej pojedyncze przypadki. Wiele mniejszych szpitali kupiło roboty pod koniec 2023 i w 2024 r. (np. w Siedlcach, Lesznie, Częstochowie, Olsztynie, Słupsku – co pokazuje lista nowych ośrodków[84][85]), lecz dopiero budują doświadczenie.

Dostępność poza dużymi ośrodkami – bariery. Największą barierą w upowszechnieniu technologii jest ograniczona dostępność lokalna. Mieszkańcy metropolii mają ułatwiony dostęp do robotów – np. warszawiacy mogą wybierać spośród wielu szpitali (klinicznych i prywatnych) oferujących takie operacje. Natomiast pacjent z terenu, gdzie nie ma robota, staje przed dylematem: albo poddać się operacji klasycznymi metodami w swoim szpitalu, albo szukać możliwości leczenia z użyciem robota gdzie indziej (co wymaga np. skierowania do ośrodka wojewódzkiego). Kolejki i czas oczekiwania na zabiegi robotyczne mogą się różnić – jako że są to głównie operacje onkologiczne, obowiązują ogólne limity czasu na rozpoczęcie leczenia (pakiet onkologiczny gwarantuje szybką ścieżkę). W praktyce pacjenci onkologiczni w regionach bez robota często są kierowani do większych centrów (np. chory z Opolszczyzny na operację prostaty trafia do Gliwic lub Wrocławia). To generuje dłuższy czas oczekiwania ze względu na obłożenie tych ośrodków. Przykładowo, w Bydgoszczy wykonywano ponad 800 zabiegów rocznie na 3 robotach – to bardzo duża liczba, ale wciąż odpowiada tylko na część potrzeb (wskaźnik ~94 operacje/1000 zachorowań pokazuje, że nie każdy potrzebujący pacjent onkologiczny miał operację robotem)[86][87]. Bariery infrastrukturalne obejmują też kwestie finansowe – małe szpitale nie stać na zakup i utrzymanie robota bez dotacji. Ponadto brakuje tam często kadry przeszkolonej (nawet jeśli kupią urządzenie, muszą sprowadzić doświadczonych chirurgów albo długo szkolić swoich). Dochodzą aspekty organizacyjne: robot wymaga odpowiedniego bloku operacyjnego, miejsca, zespołu asysty itd. W niektórych miejscach personel może początkowo podchodzić nieufnie lub brakować motywacji do zmiany utartych procedur.

Kolejki i wykorzystanie sprzętu. W skali kraju są już placówki, gdzie wykonuje się po kilkaset operacji rocznie na jednym robocie – co oznacza pracę urządzenia niemal codziennie. Ale są i takie, gdzie w 2024 r. zrobiono tylko kilkanaście zabiegów (np. nowo otwarte programy). Średnio na jednego robota przypadło ok. 225 operacji w 2023 r.[68], co oznacza że potencjał nie jest w pełni wykorzystany. W idealnej sytuacji jeden system mógłby obsłużyć nawet 300-400 pacjentów rocznie (jak ma to miejsce w topowych centrach)[68]. Mniejsze wykorzystanie może wynikać z ograniczeń kadrowych (brak więcej wyszkolonych operatorów – nie da się robić operacji na dwie zmiany), z niedoboru pacjentów w okolicy lub z kwestii kontraktowych. Dla pacjenta przekłada się to na dostępność terminów – w doświadczonych ośrodkach roboty działają pełną parą, by obsłużyć zapotrzebowanie, ale w regionach bez robotów pacjent musi albo czekać na miejsce gdzie indziej, albo poddać się klasycznej operacji. Niestety nie ma jeszcze zintegrowanego systemu, który np. automatycznie kierowałby pacjentów z białych plam (województw bez robotów lub z małą ich liczbą) do centrów dysponujących wolnymi mocami przerobowymi. Eksperci wskazują, że konieczne jest wyrównywanie dostępu – przez tworzenie nowych programów robotycznych w kolejnych miastach oraz szkolenie zespołów, aby również mieszkańcy słabiej rozwiniętych regionów mogli skorzystać z tej formy leczenia[47][48].

Problemy z dostępem do technologii. Podsumowując, główne bariery infrastrukturalne to: (1) koncentracja robotów w dużych ośrodkach, co utrudnia dostęp mieszkańcom peryferii; (2) wysokie koszty, które powodują, że wiele szpitali nie może sobie pozwolić na zakup bez zewnętrznego wsparcia; (3) braki kadrowe – nawet mając sprzęt, trzeba mieć wyszkolonych chirurgów i personel, co jest trudniejsze poza wielkimi centrami; (4) kwestie organizacyjne – wdrożenie robotyki wymaga zmian w planowaniu operacji, logistyce bloku, co bywa wyzwaniem dla mniej doświadczonych zespołów; (5) brak pełnej refundacji niektórych zabiegów – szpitale spoza topowych mogą nie chcieć realizować nierefundowanych (robotowo) procedur, przez co pacjent traci szansę na robota (np. jeśli w danym szpitalu robot jest tylko do prostaty na NFZ, to pacjent z rakiem nerki może nie dostać operacji robotem, bo nie ma za to dodatkowej zapłaty). Wszystkie te czynniki sprawiają, że dostępność technologii bywa ograniczona – choć sytuacja szybko się poprawia wraz z każdym nowym robotem w regionie, jak choćby niedawne uruchomienie systemu w Szpitalu Wojewódzkim w Opolu czy plany w kolejnych województwach.

6. Szkolenia i kadry medyczne

Szkolenie chirurgów – stan obecny. Wykwalifikowana kadra to podstawa bezpiecznego wdrożenia chirurgii robotycznej. Aktualnie w Polsce brakuje formalnego etapu szkolenia z robotyki w ramach specjalizacji lekarskiej – młodzi lekarze kończą studia i specjalizacje bez praktycznej wiedzy o obsłudze robotów[88]. Nauka odbywa się dopiero podyplomowo, gdy dany szpital zakupi system lub lekarz sam zainicjuje szkolenie. Według danych Modern Healthcare Institute, w 2024 r. zabiegi robotyczne wykonywało ponad 300 chirurgów różnych specjalności w Polsce[89]. Zdecydowaną większość stanowili urolodzy – ponad 200 operatorów to specjaliści urologii, co odzwierciedla dominację tej dziedziny[90]. Około 60 chirurgów ogólnych zajmowało się zabiegami kolorektalnymi, a ~30 ginekologów operowało z pomocą robota[91]. Te liczby rosną z roku na rok, ale nadal są niewystarczające. Dla porównania – 77 ośrodków wykonujących zabiegi robotowe miało średnio po 2-4 operatorów każdy (łącznie ~300), przy czym rozkład jest nierówny: w czołowych szpitalach pracuje po 8-12 wyszkolonych chirurgów, a niektóre nowe programy opierają się na 1 entuzjaście[92][93]. Certyfikacja chirurgów robotycznych w Polsce opiera się głównie na wymogach producentów. Firma Intuitive Surgical (da Vinci) certyfikowała dotąd 108 polskich chirurgów do samodzielnej pracy na swoim systemie (stan na początek 2024 r.)[94]. Procedura certyfikacji obejmuje szkolenia teoretyczne, ćwiczenia na symulatorach, a następnie wykonywanie określonej liczby zabiegów pod nadzorem proktora. Dopiero po spełnieniu wymagań operator otrzymuje status console surgeon. Podobne wymogi stawia CMR Surgical dla systemu Versius – tu szkolenia organizowane są we współpracy z dystrybutorem (firmą Innovaris) i zwykle kończą się egzaminem potwierdzającym umiejętności. Niestety, brak jest systemowego, państwowego certyfikatu, który np. wpisywałby się w specjalizację (były postulaty, aby stworzyć subspecjalizację z „chirurgii robotowej” lub certyfikat umiejętności nadawany przez towarzystwa naukowe). Na razie każdy szpital we własnym zakresie uprawnia swoich lekarzy do pracy z robotem na podstawie szkoleń producenta i decyzji ordynatora.

Programy szkoleniowe i centra nauki. Aby nadążyć za ekspansją robotyki, konieczne są zorganizowane programy kształcenia. W ostatnich latach powstało kilka inicjatyw w tym zakresie. W październiku 2025 utworzono w Zabrzu Centrum Kompetencji Chirurgii Robotycznej – wspólne przedsięwzięcie Politechniki Śląskiej, firmy Innovaris (dystrybutor Versiusa), Grupy Anmar oraz producenta CMR Surgical[95]. Celem tego ośrodka jest szkolenie zespołów medycznych z całej Polski, w tym chirurgów, asystentów i pielęgniarek instrumentariuszek, aby mogli bezpiecznie wdrażać chirurgię robotyczną u siebie[96]. Centrum dysponuje zapleczem symulacyjnym zbliżonym do prawdziwej sali operacyjnej i realizuje programy treningowe zgodne ze standardami Royal College of Surgeons of England (międzynarodowy gold standard)[97][98]. Już przed jego otwarciem w Polsce przeszkolono ponad 60 zespołów, które uzyskały międzynarodową certyfikację w chirurgii robotycznej[99]. Oprócz Zabrza, szkolenia prowadziły też firmy produkujące roboty: np. Intuitive organizowała treningi dla polskich lekarzy w European Training Center we Francji i we współpracy z doświadczonymi ośrodkami (np. u dr. Wisza, jednego z rekordzistów liczby operacji, który sam pracuje w 6 szpitalach i szkoli innych[100][101]). W kraju odbywają się także konferencje i warsztaty robotyczne – np. Ogólnopolska Konferencja Robotyczna, na której eksperci dzielą się wiedzą i praktyką (dr Paweł Wisz prowadził tam kursy szycia robotycznego itp.). Program LAPCO (dotyczący szkolenia laparoskopowego w chirurgii jelita grubego), realizowany kilka lat temu, stworzył zresztą podwaliny pod szybkie przyswajanie robotyki – prof. Zegarski zauważa, że to dzięki wcześniejszym inwestycjom w naukę laparoskopii polscy chirurdzy byli gotowi na rewolucję robotyczną[102]. Teraz potrzeba podobnego, skoordynowanego podejścia do nauki obsługi robotów.

Zespoły operacyjne – nie tylko chirurg. Warto zaznaczyć, że przeszkolenie wymaga całego zespołu operacyjnego. Oprócz głównego operatora, w sali potrzebny jest asystent (przy pacjencie), a instrumentariuszka musi znać obsługę wymiennych końcówek narzędzi, portów i systemu optycznego. Dlatego szkolenia obejmują również personel pielęgniarski i techników. Wielu producentów oferuje dedykowane kursy dla instrumentariuszek. W Polsce działa Polskie Stowarzyszenie Instrumentariuszek, które we współpracy z centrami robotycznymi organizuje treningi z przygotowania stołu i instrumentarium do operacji robotycznej. Kadra medyczna jest tu kluczowa – nawet najlepszy robot jest bezużyteczny bez ludzi, którzy potrafią go używać. Stąd każdy nowy ośrodek wprowadzający roboty zwykle wysyła swój zespół na kilkutygodniowe szkolenie (często zagraniczne, np. do producenta) oraz zaprasza doświadczonych proktorów na pierwsze kilkanaście zabiegów u siebie. Ten system mentoringu jest konieczny dla zapewnienia bezpieczeństwa pacjentom. Niestety, liczba dostępnych proktorów w kraju jest ograniczona – de facto kilkunastu topowych chirurgów (głównie urologów) pełni rolę nauczycieli dla reszty. To tworzy pewne wąskie gardło szkoleniowe.

Braki kadrowe i potrzeby na przyszłość. Jeśli planuje się dalszą ekspansję robotów (a tak jest – dziesiątki szpitali czekają na swój system z dotacji), trzeba jednocześnie wyszkolić setki nowych specjalistów. Szacując z grubsza: aby obsadzić 130 robotów (prognoza na 2028 r.)[13], potrzeba co najmniej 400-500 przeszkolonych operatorów (po ~3-4 na system, by zapewnić ciągłość pracy i dyżury). Obecnie mamy ok. 300, głównie w urologii[89]. Brakuje zwłaszcza chirurgów ogólnych i torakochirurgów z doświadczeniem robotycznym – bo te dziedziny dopiero startują. AOTMiT w ocenie dla endometriozy zaznaczyła wręcz, że wysoko wykwalifikowani operatorzy to nowe wyzwanie – trzeba zapewnić jakość, bo sama liczba zabiegów nie gwarantuje biegłości chirurgicznej[103][104]. Zaleca się wdrożenie programów progresji opartej na biegłości (Proficiency-Based Progression), które w badaniach zmniejszają liczbę błędów o 60% i skracają czas zabiegu o 15% względem tradycyjnego szkolenia[105]. Polskie towarzystwa naukowe (urologiczne, chirurgii onkologicznej) zaczynają opracowywać własne standardy szkoleń robotowych. W przyszłości być może wymogiem stanie się posiadanie certyfikatu umiejętności robotycznych, aby móc wykonywać określone operacje – na razie jednak to kwestia wewnętrznych ustaleń szpitali. Kadra pielęgniarska to kolejny aspekt – już teraz mówi się o niedoborze instrumentariuszek wyspecjalizowanych w obsłudze skomplikowanego sprzętu endoskopowego i robotycznego. Trzeba inwestować także w ich szkolenie (np. oferując kursy specjalistyczne finansowane z funduszy UE). Bez tego nawet zakupienie robota do szpitala X nie zagwarantuje jego użycia, jeśli zabraknie personelu do obsługi.

Współpraca z producentami i instytucjami. Szkolenia w Polsce odbywają się w ścisłej współpracy z producentami robotów. Intuitive Surgical ma swoich trenerów i program certyfikacji; CMR Surgical zorganizowało wraz z partnerami centrum w Zabrzu; Medtronic przed instalacją robota Hugo przeszkolił polskie zespoły za granicą. Taka kooperacja jest niezbędna, bo firmy mają know-how technologiczne. Pozytywnym zjawiskiem jest też współpraca między ośrodkami – doświadczeni chirurdzy z dużych miast wyjeżdżają do mniejszych szpitali, by tam przeprowadzić pokazowe operacje i uczyć lokalne zespoły. Przykładowo dr Paweł Wisz (urolog) operuje rotacyjnie aż w 6 szpitalach, wykonując w sumie prawie 500 zabiegów rocznie[100][101] i szkoląc innych. Tworzy się więc sieć wymiany doświadczeń. W planach jest także telemedycyna szkoleniowa – np. transmitowanie operacji robotycznych na żywo do celów dydaktycznych, a nawet zdalne asystowanie (teoretycznie możliwe jest, by ekspert z Warszawy obserwował wideo z kamer robota w szpitalu w innym mieście i podpowiadał operatorowi w razie potrzeby). Być może w przyszłości uda się włączyć naukę podstaw robotyki do programów specjalizacji (np. staże w ośrodkach robotycznych). Na razie jednak największym wyzwaniem kadrowym jest szybkie wyszkolenie wystarczającej liczby chirurgów, by obsłużyć nowo zakupione urządzenia – bez tego drogi sprzęt mógłby stać niewykorzystany. Eksperci apelują też o stworzenie oficjalnego systemu akredytacji centrów robotycznych i rejestracji operatorów, by zapewnić utrzymanie wysokich standardów bezpieczeństwa i jakości.

7. Wyzwania i bariery rozwoju

Mimo imponującego postępu, rozwój chirurgii robotycznej w Polsce napotyka na wiele wyzwań i barier, które należy stopniowo przezwyciężać:

  • Ograniczenia finansowe: Wysoki koszt zakupu i utrzymania robotów pozostaje podstawową barierą. Szpitale publiczne z trudem znajdują fundusze na inwestycje rzędu kilkunastu milionów złotych, zwłaszcza w obliczu innych pilnych potrzeb. Brak stabilnego finansowania mógłby zahamować dalszy rozwój – dotąd pomogły fundusze UE (np. KPO) i centralne programy (MON), ale to jednorazowe zastrzyki[70]. Potrzebna jest długofalowa strategia finansowania robotyki w systemie (np. stałe programy dotacyjne co roku). Nawet zakupiony robot generuje ciągłe wydatki (serwis, narzędzia), co przy ograniczonych budżetach może prowadzić do dylematów – leczyć robotem na granicy opłacalności czy wrócić do tańszej metody kosztem jakości. Finansowe bariery są szczególnie dotkliwe poza dużymi miastami – placówki tam działające często mają ujemne wyniki finansowe[72], więc bez zewnętrznego wsparcia nie wdrożą nowej technologii. Istnieje ryzyko, że powiększy się technologiczna przepaść między bogatszymi a biedniejszymi regionami, jeśli finansowanie nie zostanie zrównoważone.
  • Infrastruktura i dostęp poza dużymi ośrodkami: Jak wcześniej omówiono, dostęp do robotyki jest nierówny geograficznie. Mieszkańcy niektórych województw mają znikome szanse na operację robotem w swoim regionie[10]. To wyzwanie organizacyjne – jak zapewnić równość dostępu? Możliwe rozwiązania to rozwój sieci centrów satelitarnych (np. mniejsze ośrodki mogłyby przyjeżdżać z pacjentami do większych na zabiegi w ramach umów partnerskich) albo mobilne programy. Na razie tego brakuje. Szpitale w dużych miastach stają się przeciążone napływem pacjentów z innych regionów, przez co ci spoza regionu mogą czekać dłużej. Zrównoważenie geograficzne wymaga świadomej polityki – np. decydowania o lokalizacji nowych robotów tak, by pokryć „białe plamy”. W przeciwnym razie pewne grupy pacjentów (np. z terenów wiejskich, starsi, mniej mobilni) mogą być wykluczone z korzyści technologii.
  • Wyzwania organizacyjne w szpitalach: Wdrożenie programu robotycznego wymaga zmian organizacyjnych, które nie zawsze przebiegają gładko. Grafik bloku operacyjnego musi być dostosowany – początkowo zabiegi robotyczne trwają dłużej niż standardowe, co zmniejsza przepustowość bloku. Szpitale muszą pogodzić potrzebę „nauki” (dłuższe czasy operacji) z zachowaniem płynności pracy. Konieczne jest tworzenie zespołów dedykowanych – chirurg, który ma operować robotem, nie może równocześnie zajmować się innymi obowiązkami. Trzeba też zapewnić serwis na wypadek awarii (co oznacza mieć plan B, np. szybko dostępny zestaw laparoskopowy). Dla administracji szpitala to nowe wyzwania logistyczne. Ponadto w części placówek brakuje przestrzeni – robot zajmuje miejsce, wymaga większej sali operacyjnej, odpowiedniego klimatyzowanego pomieszczenia na sprzęt optyczny itp. Starsze szpitale mogą nie dysponować idealnymi warunkami i muszą inwestować w infrastrukturę (np. zasilanie awaryjne UPS dla robota, większe stoły operacyjne). Integracja wielu specjalności to kolejny aspekt – aby robot był wykorzystany efektywnie, różne oddziały powinny z niego korzystać (np. urologia, ginekologia i chirurgia dzielą urządzenie). To wymaga koordynacji między oddziałami co do grafiku operacji, podziału kosztów, priorytetów – co bywa trudne w hierarchicznych strukturach szpitali. Niektóre ośrodki radzą sobie z tym znakomicie, inne wciąż wypracowują model współpracy.
  • Aspekty prawne i regulacyjne: Rozwój technologii wyprzedził nieco regulacje. W Polsce brak oficjalnych wytycznych Ministerstwa Zdrowia czy towarzystw naukowych, które określałyby np. kryteria kwalifikacji pacjentów do operacji robotycznych, minimalne wymogi szkoleniowe dla ośrodków, standardy akredytacji. W rezultacie każdy szpital ustala to sam – co może prowadzić do niejednorodności. Brak centralnego rejestru zabiegów robotowych (np. przy NFZ lub konsultancie krajowym) oznacza, że trudno na bieżąco monitorować wyniki leczenia i bezpieczeństwo w skali kraju[74]. Taki rejestr mógłby wychwytywać ewentualne nieprawidłowości (np. gorsze wyniki w nowym ośrodku, co sugerowałoby potrzebę doszkolenia) i informować o rzeczywistych kosztach, co pomagałoby decydentom. Niestety, dotąd nie zdecydowano o jego utworzeniu. Również regulacje dot. refundacji muszą nadążać – NFZ planuje do 2026 objąć taryfikacją wszystkie procedury, gdzie koszt robotów jest istotny[39], ale na razie np. robotyczne operacje w torakochirurgii czy laryngologii nie mają własnych wycen (co zniechęca szpitale do ich wykonywania, bo dopłacają). Konieczne są dalsze decyzje AOTMiT i Ministerstwa, by rozszerzać wykaz finansowanych wskazań wraz z pojawianiem się dowodów na ich zasadność. Kolejny aspekt prawny to odpowiedzialność za błąd medyczny – tu na szczęście przepisy nie rozróżniają techniki: odpowiada operator (lekarz), nie „robot”, więc nie było potrzeby specjalnych uregulowań. Natomiast ubezpieczenia szpitali muszą uwzględniać drogi sprzęt – ewentualne uszkodzenie robota czy instrumentu podczas zabiegu może być kosztowne, co wymaga polis obejmujących takie sytuacje. Regulacji wymagać też będzie kwestia utrzymania kompetencji – czy chirurg, który np. wykonał tylko 2 operacje robotyczne w roku, powinien dalej to robić? Być może pojawią się zalecenia minimalnej liczby zabiegów rocznie dla operatora, aby zapewnić jakość. Na razie to w gestii ordynatorów i konsultantów wojewódzkich.
  • Opór przed zmianą i czynniki społeczne: Wprowadzanie każdej nowej technologii spotyka się początkowo z pewną rezerwą. Czynnik ludzki może hamować wdrażanie robotyki. Część starszych chirurgów, wytrenowanych przez lata w chirurgii otwartej, może nie być chętna uczyć się od zera obsługi skomplikowanego robota – wymaga to pokory i czasu. Pojawiały się też obawy o miejsce chirurga: nazwa „robot” sugerowała, jakoby maszyna miałaby zastąpić lekarza. To oczywiście mit – robot jest tylko narzędziem sterowanym przez operatora, co podkreślają wszyscy szkoleniowcy[106]. Na szczęście dziś już większość lekarzy młodego pokolenia garnie się do nauki robotyki, widząc w tym swoją szansę rozwoju. Problem może stanowić drenaż kadr – szkolimy specjalistów, ale prywatne centra czy zagranica mogą ich podkupić oferując lepsze warunki. Warto więc zapewnić dobre perspektywy rozwoju w krajowych ośrodkach, by zatrzymać talenty. Pacjenci początkowo też mieli obawy – np. czy robot się nie „zbuntuje”, czy lekarz będzie obecny itp. Jak wspomina Lesław Polański, na początku pacjenci myśleli, że to maszyna samodzielnie operuje, teraz już wiedzą, że to tylko rodzaj małoinwazyjnej operacji, po której pobyt jest krótszy[49]. Dziś świadomość pacjentów jest wysoka i wielu wręcz oczekuje możliwości leczenia robotem, więc ten społeczny opór właściwie zniknął. Zostały jednak kwestie natury etycznej – np. równy dostęp (aby robotyka nie była luksusem dla wybranych). System musi czuwać, by nowa technologia służyła całemu społeczeństwu, a nie tylko np. mieszkańcom kilku miast. Dlatego tak istotne jest uwzględnienie robotyki w publicznych planach zdrowotnych i inwestowanie w jej rozwój również w mniej uprzywilejowanych miejscach.

Podsumowując, bariery rozwoju chirurgii robotycznej w Polsce to głównie: finanse, kadry, infrastruktura i organizacja. Ich pokonanie wymaga skoordynowanych działań na szczeblu centralnym i lokalnym. Eksperci zgodnie podkreślają potrzebę długofalowej strategii – inaczej dynamiczny dotychczas wzrost może wyhamować, gdy wyczerpią się łatwe rezerwy (najbardziej entuzjastyczne ośrodki już zainwestowały, kolejni w kolejce mogą mieć więcej trudności). Niemniej, świadomość tych wyzwań jest coraz większa – powstają raporty (jak cytowany raport MHI 2025) punktujące m.in. brak rejestru czy nierówności regionalne[70][74]. To pierwszy krok do ich rozwiązania.

8. Perspektywy i rekomendacje

Plany rozwoju chirurgii robotycznej w Polsce rysują się ambitnie – wszystkie znaki wskazują, że najbliższe lata przyniosą dalszą ekspansję tej technologii. Rząd i placówki medyczne już wdrażają konkretne działania: ponad 40 szpitali otrzymało lub oczekuje funduszy z Krajowego Planu Odbudowy na zakup nowych robotów[70], co oznacza, że w ciągu 1-2 lat większość województw zyska dodatkowe systemy (nierzadko pierwszy w regionie, jak np. planowany robot dla Świętokrzyskiego Centrum Onkologii). Z kolei Ministerstwo Obrony Narodowej sfinansowało roboty dla 6 szpitali wojskowych[70], co zwiększyło dostępność w placówkach podległych MON (Warszawa, Wrocław, Bydgoszcz, Lublin, Szczecin, Kraków). Jeśli wszystkie te projekty się zrealizują, liczba robotów chirurgicznych może przekroczyć 80-90 już w 2025 roku[107]. Prognozy Modern Healthcare Institute przewidują nawet ~130 robotów do 2028 r.[13], co wydaje się realne biorąc pod uwagę tempo ostatnich lat. Dla porównania, oznaczałoby to zbliżenie się do obecnej gęstości robotów np. we Włoszech czy Francji. Planiści ochrony zdrowia zdają sobie sprawę, że wraz ze wzrostem liczby urządzeń trzeba zadbać o ich sensowne wykorzystanie – stąd inicjatywy mające włączyć chirurgię robotyczną w strategiczne dokumenty (np. Narodową Strategię Onkologiczną). Eksperci apelują o ujęcie robotyki w długofalowej polityce, argumentując że to już nie futurystyka, a codzienność medycyny[108]. W praktyce może to oznaczać np. dedykowane środki na robotykę w kolejnych latach czy uwzględnienie jej w mapach potrzeb zdrowotnych.

Rekomendacje dla systemu ochrony zdrowia dotyczą kilku kluczowych obszarów:

  • Zapewnienie finansowania i rozszerzanie refundacji: Należy kontynuować i poszerzać mechanizmy finansowania zakupu sprzętu (KPO, programy centralne). NFZ powinien sukcesywnie dodawać kolejne procedury do koszyka refundowanych – np. robotyczne operacje w torakochirurgii, neurochirurgii onkologicznej, ginekologii łagodnej (endometrioza) itp., gdy tylko pojawią się pozytywne rekomendacje AOTMiT (pierwsze już są[31]). Ważne, by wyceny były na tyle atrakcyjne, aby szpitale miały motywację oferować te zabiegi – ale zarazem zbalansowane (ulegają korekcie w dół, gdy realne koszty spadają, tak jak zrobiono to dla prostatektomii[62]). Być może warto rozważyć model “robota mobilnego” – np. NFZ mógłby finansować tworzenie wspólnych programów między kilkoma mniejszymi szpitalami, dzielącymi się jednym robotem (choć logistycznie to trudne). Inną rekomendacją jest przeznaczenie części środków z oszczędności (np. z skrócenia pobytów) na fundusz rozwoju robotyki – takie “reinwestowanie” w technologię.
  • Inwestycja w szkolenia kadr: Bez wyszkolonych ludzi technologia nie zadziała. Należy zwiększyć skalę programów szkoleniowych – np. poprzez wsparcie finansowe dla centrów treningowych (Zabrze i potencjalnie kolejne, np. planowane centrum robotyki przy CO Bydgoszcz). Można rozważyć dopłaty do szkoleń dla szpitali (tak, by nie musiały one pokrywać całości kosztów kursów zagranicznych z własnego budżetu). Włączenie modułów robotycznych do programu specjalizacji (np. obligatoryjne szkolenie podstaw robotyki dla rezydentów chirurgii onkologicznej lub urologii) zapewni stały dopływ świeżo przeszkolonych chirurgów. Warto też szkolić instruktorów – dziś kilku topowych operatorów ma ogromne obciążenie szkoleniowe, więc kształcenie nowej kadry proktorów (również spośród młodszych lekarzy) byłoby wskazane. Rekomenduje się również certyfikację zespołową – tzn. zapewnienie, że wraz z chirurgiem przeszkolono jego instrumentariuszki i asystentów, żeby mógł operować efektywnie od razu po instalacji robota. Długoterminowo, stworzenie polskiego systemu certyfikacji (np. przez towarzystwa naukowe we współpracy z MZ) ujednoliciłoby wymagania i podniosło poziom bezpieczeństwa.
  • Tworzenie centrów doskonałości i sieci współpracy: Warto zdefiniować centra referencyjne – ośrodki, które mają największe doświadczenie i mogą pełnić rolę mentorów oraz przyjmować najbardziej skomplikowane przypadki. Już teraz niektóre placówki pełnią taką funkcję (np. Bydgoszcz – centrum szkoleniowe dla onkourologii, Chorzów – dla ginekologii robotycznej, Warszawa WIM – dla torakochirurgii). Formalne ustanowienie sieci i jej dofinansowanie mogłoby usprawnić przepływ wiedzy i pacjentów. Pacjent z małego miasta powinien mieć łatwą ścieżkę – jeśli jego szpital nie oferuje robotyki, to kieruje go (w ramach umowy) do centrum regionalnego posiadającego robot, bez biurokratycznych przeszkód. Telemedycyna może też odegrać rolę: np. konsultacje zdalne między ośrodkami, telekonferencje podczas operacji (co już technicznie jest stosowane – np. transmisje live na konferencjach). W dobie cyfryzacji można stworzyć platformę wymiany doświadczeń dla chirurgów robotycznych (coś na kształt wirtualnego klubu filmów z operacji, gdzie omawia się trudne przypadki).
  • Centralny rejestr i monitoring wyników: Niezwykle ważne jest wdrożenie rejestru zabiegów robotowych w skali kraju[74]. Mógłby on działać np. przy NFZ lub pod egidą konsultanta krajowego. Każdy zabieg robotem byłby raportowany ze szczegółami (wskazanie, czas trwania, powikłania, wynik onkologiczny, koszty). Analiza tych danych da bezcenne informacje: które ośrodki radzą sobie najlepiej, jakie są realne koszty w polskich warunkach, gdzie potrzeba wsparcia. Umożliwi to też ocenę efektywności – czyli sprawdzenie, czy wydane miliony przekładają się na lepsze wyniki zdrowotne. Taki system Real-World Evidence pozwoli podejmować decyzje o dalszych inwestycjach opartych na faktach, a nie na szacunkach[74]. Rejestr przyczyni się również do bezpieczeństwa pacjentów – wprowadzi element nadzoru i ciągłego doskonalenia jakości.
  • Zmiany organizacyjne i regulacyjne: Rekomenduje się aktualizację norm prawnych, aby uwzględnić specyfikę robotyki. Np. można ustalić minimalne wymagania dla ośrodka chcącego uruchomić robota (liczba specjalistów, zabezpieczenie anestezjologiczne, plan szkolenia). Dzięki temu uniknie się sytuacji, że sprzęt trafia do szpitala nieprzygotowanego do jego efektywnego użycia. Dobrze byłoby, aby Agencja Oceny Technologii Medycznych regularnie oceniała poszczególne zastosowania robotyki – co już robi (endometrioza pozytywnie oceniona, w trakcie ocena torakochirurgii[109] itd.). To pozwoli naukowo uzasadniać decyzje refundacyjne i rozwijać te kierunki, które dają najwięcej korzyści. W obszarze szkoleń należałoby włączyć robotykę do oficjalnych programów nauczania (np. kursy doskonalące z dofinansowaniem CMKP dla specjalistów). Wytyczne kliniczne – polskie i europejskie – powinny wskazywać jasno miejsce chirurgii robotycznej w standardzie opieki. Już teraz w wytycznych urologicznych EAÜ prostatektomię robotową traktuje się na równi z otwartą jako metodę z wyboru, a np. w USA w raku prostaty > 90% operacji wykonuje się robotem. Polskie wytyczne (np. PTO, PTU) zapewne w kolejnych edycjach uwzględnią te trendy, co z kolei może wpływać na decyzje płatnika (skoro to standard, trzeba go finansować).
  • Zwiększanie świadomości i akceptacji: Choć opór przed zmianą maleje, warto nadal edukować personel i pacjentów o zaletach robotyki. Personel pielęgniarski i chirurgiczny należy angażować w projekty od początku, by czuli się częścią zmiany (to redukuje opory). Pacjentom zaś trzeba rzetelnie przedstawiać opcje – np. w ramach świadomej zgody informować, że w razie dostępności robota taka technika jest preferowana. Dobrą praktyką byłoby stworzenie materiałów informacyjnych (broszur, filmów) dla pacjentów o chirurgii robotycznej w języku zrozumiałym, aby rozwiać ewentualne wątpliwości. Kolejnym krokiem może być ankietowanie pacjentów po zabiegach – ich pozytywne opinie mogą być użyte w kampaniach promujących tę formę leczenia (oczywiście zachowując autentyczność przekazu). Generalnie, kultura otwartości na innowacje wśród kadry medycznej powinna być rozwijana – warto pokazywać przykłady sukcesu (np. szpitale, które dzięki robotom poprawiły wyniki leczenia i finanse).

Wizja na najbliższe 5-10 lat: Jeśli powyższe rekomendacje zostaną wdrożone, możemy spodziewać się, że chirurgia robotyczna stanie się w Polsce codziennością, a nie wyjątkiem. Za 5-7 lat większość dużych ośrodków onkologicznych i zabiegowych będzie dysponować przynajmniej jednym robotem, a w niektórych (zwłaszcza wieloprofilowych szpitalach akademickich) będą ich po 2-3 sztuki do różnych zastosowań[110]. Pacjent z rakiem prostaty, endometrium czy jelita grubego praktycznie wszędzie otrzyma ofertę operacji robotycznej w ramach publicznego leczenia – tak jak dziś standardem jest laparoskopia. Udział operacji robotowych w poszczególnych dziedzinach zapewne przekroczy 50-60% (urologia już to osiągnęła), a w niektórych – jak ginekologia onkologiczna czy chirurgia kolorektalna – może zbliżyć się do 80-90%. Polska ma szansę zbliżyć się do poziomu krajów Europy Zachodniej, gdzie ponad 70% operacji wykonywanych jest technikami małoinwazyjnymi (w tym robotycznymi)[111]. Wiele zależy od kontynuacji finansowania – jeśli NFZ będzie stopniowo obejmował nowe wskazania i utrzyma rozsądne wyceny, szpitale będą kontynuować inwestycje. Ważne są także inwestycje w kadry – należy spodziewać się, że za 5-10 lat młodzi chirurdzy będą traktować umiejętność pracy na robocie jako naturalny element swojego rzemiosła, a nie ciekawostkę. Być może do programu specjalizacji wejdzie obowiązkowy staż w ośrodku robotycznym, co systemowo zwiększy liczbę przeszkolonych lekarzy. W perspektywie dekady może nastąpić także pewna konsolidacja usług – mniejsze szpitale, jeśli nie zdobędą własnego robota, będą formalnie kierować pacjentów do centrów (już teraz 13 prywatnych ośrodków świadczy usługi robotowe, z czego tylko 3 robi to całkowicie komercyjnie – reszta współpracuje z NFZ[9][112]). Pacjent zatem nawet z odległej miejscowości będzie miał zapewniony dostęp poprzez sieć powiązań. Technologicznie, zapewne pojawią się nowe generacje robotów – mniejsze, tańsze, może z pewnymi funkcjami automatycznymi (np. roboty ortopedyczne już teraz samodzielnie frezują kość według planu). Polska powinna być gotowa na ich adopcję – co oznacza konieczność trzymania ręki na pulsie przez decydentów. Możliwe, że wejdą do użycia roboty endoskopowe (np. do zabiegów wewnątrz żołądka czy naczyń) – to kolejna granica do przełamania. Nadrzędnym celem jest jednak to, by korzyści płynące z robotyki realnie przełożyły się na poprawę zdrowia Polaków: wyższe odsetki wyleczeń raka (dzięki bardziej radykalnym operacjom), mniej powikłań i lepszą jakość życia po operacji. Jeżeli systematycznie będziemy podążać ścieżką inwestowania w sprzęt, ludzi i organizację, to za 10 lat raporty mogą już nie mówić o „nadrabianiu zaległości”, ale o polskim modelu zrównoważonej chirurgii robotycznej, stawianym za wzór innym krajom regionu. Już dziś fundamenty ku temu są budowane – trzeba je utrzymać i wzmacniać poprzez mądre decyzje systemowe.

Podsumowując, rozwój chirurgii robotycznej w Polsce w ostatnich latach jest imponujący i rokuje bardzo dobrze. Stoi za nim zbieg czynników: postęp technologiczny, rozsądna polityka refundacyjna, zaangażowanie lekarzy i oczekiwania pacjentów. Aby ten trend trwał, należy kontynuować inwestycje w sprzęt i kadry, poszerzać dostępność w całym kraju i usuwać bariery systemowe. Perspektywy na kolejne 5-10 lat są optymistyczne – jeśli rekomendacje zostaną wdrożone, chirurgia robotyczna może stać się nieodzowną częścią polskiego systemu ochrony zdrowia, przynosząc wymierne korzyści pacjentom i wyznaczając nowe standardy jakości w medycynie operacyjnej.

Źródła: Raport „Chirurgia robotowa 2025” (Modern Healthcare Institute)[113][114]; dane NFZ i AOTMiT[62][51]; publikacje branżowe Puls Medycyny, OSOZ, NewsMed, Medonet; wypowiedzi ekspertów: prof. W. Zegarski[53], prof. T. Drewa[115], dr I. Mor[56], dr P. Wisz[100], L. Polański[49], M. Bruszewski[116], M. Trzewik[50] i inni. Wszystkie przytoczone dane statystyczne i stwierdzenia pochodzą z aktualnych (2024-2025) źródeł medycznych, raportów lub komunikatów instytucji.

[1] [9] [15] [16] [17] [18] [24] [27] [30] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [42] [43] [44] [78] [79] [80] [81] [82] [86] [87] [89] [90] [91] [92] [93] [100] [101] [112] Chirurgia robotowa w Polsce. Wzrost zabiegów o 70 proc. – NewsMed.pl

https://newsmed.pl/innowacje/12074221/chirurgia-robotowa-w-polsce-wzrost-zabiegow-o-70-proc.html

[2] [5] [8] [12] [29] [40] [76] [77] [84] [85] [94] [107] Blog OSOZ – Lista szpitali wykonujących operacje robotem DaVinci [2024]

https://blog.osoz.pl/lista-szpitali-wykonujacych-operacje-robotem-davinci-2024

[3] blog.osoz.pl

https://blog.osoz.pl/wp-content/uploads/sites/23/2025/09/2025_08_sierpien_rys_s76b-1024×369.png

[4] [41] [49] [50] [52] [64] [75] [116] Roboty chirurgiczne coraz bardziej popularne. Potrzeby jeszcze większe – Bankier.pl

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Roboty-chirurgiczne-coraz-bardziej-popularne-Potrzeby-jeszcze-wieksze-9027041.html

[6] [7] [10] [20] [32] [45] [46] [53] [59] [60] [61] [65] [71] [83] [88] [102] [108] [110] [113] [115] Blog OSOZ – Już prawie co 10-ty szpital ma robota chirurgicznego [RAPORT]

https://blog.osoz.pl/juz-prawie-co-10-ty-szpital-ma-robota-chirurgicznego

[11] [47] [48] [72] [95] [96] [97] [98] [99] Roboty (chirurgiczne) zawitały do Zabrza | ISB Zdrowie

https://www.isbzdrowie.pl/2025/10/roboty-chirurgiczne-zawitaly-w-zabrzu/

[13] [14] [58] [67] [68] [73] [103] [104] [105] Polska będzie stała robotami chirurgicznymi? – Menedżer Zdrowia – Termedia

https://www.termedia.pl/mz/Polska-bedzie-stala-robotami-chirurgicznymi-,54878.html

[19] [31] [70] [74] [114] Chirurgia robotowa w Polsce – raport (PDF) 2025

https://www.zwrotnikraka.pl/chirurgia-robotowa-w-polsce-raport/

[21] [23] [28] [54] [55] [57] Rak prostaty – chirurgia robotyczna to nadzieja dla chorych – Zwrotnikraka.pl

https://www.zwrotnikraka.pl/szpital-na-klinach-system-da-vinci/

[22] [25] [26] Skok o 70% rok do roku – operacje robotyczne w Polsce zmieniają oblicze onkologii

https://medicalpress.pl/aktualnosci/skok-o-70-rok-do-roku-operacje-robotyczne-w-polsce-zmieniaj-oblicze-onkologii_apAPgOVy5L/

[39] [51] [62] [63] [66] [69] NFZ refunduje chirurgię robotową w leczeniu nowotworów. Koszty spadają dzięki konkurencji

https://www.medonet.pl/zdrowie/wiadomosci,nfz-refunduje-chirurgie-robotowa-w-leczeniu-nowotworow–koszty-spadaja-dzieki-konkurencji,artykul,80877641.html

[56] [106] Leczenie raka prostaty z pomocą robota da Vinci jest skuteczniejsze – NewsMed.pl

https://newsmed.pl/medycyna/onkologia/11857980/leczenie-raka-prostaty-z-pomoca-robota-da-vinci-jest-skuteczniejsze.html

[109] [PDF] Stanowisko Rady Przejrzystości nr 118/2025 z dnia 8 września 2025 …

https://bip.aotm.gov.pl/assets/files/zlecenia_mz/2025/136/SRP/U_282_20250908_s_118_nowotw%C3%B3r%20z%C5%82o%C5%9Bliwy%20nerki_kw%20%C5%9Bw_zacz.pdf

[111] Chirurgia małoinwazyjna i robotyka chirurgiczna rosną w Polsce

https://politykazdrowotna.com/artykul/robotyka-w-chirurgii-n1286220

Potrzebujesz wsparcia w analizie danych medycznych, przygotowaniu publikacji naukowej lub opracowaniu wniosku grantowego w dziedzinie technologii medycznych?

Nasz zespół łączy ekspertyzę naukową z dogłębną znajomością systemu opieki zdrowotnej. Pomożemy Ci:
✅ Przeprowadzić analizy statystyczne i badania kliniczne
✅ Przygotować wysoko punktowane publikacje i raporty
✅ Opracować strategię wdrożenia innowacji medycznych

Skontaktuj się z nami, aby umówić bezpłatną konsultację i omówić Twój projekt. Zainwestuj w profesjonalne wsparcie i przyspiesz swoją karierę naukową lub rozwój Twojej placówki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *