Twoja babcia na Zoomie i opaska na nadgarstku. Dlaczego to kopalnia złota dla doktorantów?

Pamiętam ten chaos z początku 2020 roku. Telefony dzwoniły bez przerwy. Moi starsi krewni, którzy do tej pory ledwo radzili sobie z pilotem od telewizora, nagle musieli nauczyć się wideorozmowy z lekarzem. To, co wydawało się wtedy prowizorycznym rozwiązaniem na czas kryzysu, zostało z nami na dobre. I, co najciekawsze, otworzyło drzwi do świata, który dla badaczy jest jak odkrycie nowej, nieznanej krainy.

Mówię o telepielęgniarstwie. I jeśli myślisz, że to tylko gadka o wideokonsultacjach, to jesteś w wielkim błędzie. To jeden z najgorętszych i, moim zdaniem, najbardziej fascynujących tematów na doktorat w naukach o zdrowiu. Pytanie tylko, czy jesteśmy gotowi na pytania, które ze sobą niesie.

Więcej niż gadająca głowa na ekranie

Większość ludzi słysząc „telepielęgniarstwo”, myśli o jednym: rozmowie z pielęgniarką przez Skype’a czy inny komunikator. To zrozumiałe, ale to tak, jakby powiedzieć, że medycyna to tylko stetoskop. W rzeczywistości to całe uniwersum, które po cichu zmienia reguły gry.

Pomyślmy o tym: to zdalne monitorowanie pacjenta, który po zawale serca nosi małe urządzenie, a jego EKG jest na bieżąco analizowane przez algorytm. To wirtualny triaż, gdzie system zadaje pacjentowi serię pytań i pomaga zdecydować, czy potrzebuje pilnej pomocy na SOR-ze, czy wystarczy wizyta u lekarza za dwa dni. To wreszcie ciągłe wsparcie dla cukrzyka, któremu aplikacja nie tylko przypomina o insulinie, ale też podpowiada, co zjeść na obiad, analizując jego poziom cukru. A to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Dla badacza to sytuacja wymarzona. Każdy z tych elementów krzyczy: „Zbadaj mnie!”. Mamy tu do czynienia z fundamentalną zmianą – przechodzimy od leczenia, gdy już coś się zepsuje, do ciągłego dbania, by się nie psuło. I to generuje nieskończoną liczbę pytań.

Pytania, które same cisną się na usta

Gdy zaczynam myśleć o potencjalnych tematach badawczych w tym obszarze, czuję się jak dziecko w sklepie z cukierkami. Jest tego tak dużo, że nie wiadomo, od czego zacząć.

No dobrze, ale czy ta błyszcząca opaska, którą pacjent kupił w markecie z elektroniką, naprawdę nadaje się do podejmowania decyzji o życiu i zdrowiu? Gdzie jest granica między gadżetem a sprzętem medycznym? To już gotowy temat na doktorat łączący nauki o zdrowiu z inżynierią.

A co z danymi? Mamy ogromne zbiory informacji o tysiącach pacjentów. Jak je analizować, żeby wyłapać wzorce? Czy potrafimy stworzyć algorytm, który ostrzeże nas przed nawrotem choroby, zanim pacjent sam poczuje, że coś jest nie tak? I to jest dopiero początek. Bo co z kwestiami prawnymi? Kto jest winny, gdy dojdzie do błędu – pielęgniarka, która zaufała danym, czy może programista, który napisał kod algorytmu? To już nie informatyka, to filozofia i prawo.

Studium przypadku: doktorat o sercu „na odległość”

Wyobraźmy sobie konkretny projekt doktorski. Temat: „Wpływ zdalnego monitoringu na jakość życia i liczbę hospitalizacji pacjentów z przewlekłą niewydolnością serca”.

Brzmi poważnie, prawda? A jak to wygląda w praktyce? Znajdujesz grupę stu pacjentów. Połowie dajesz standardową opiekę. Drugiej połowie dajesz małe, noszone urządzenia, które mierzą im tętno, ciśnienie, wagę i saturację. Przez rok zbierasz te dane. Jednocześnie rozmawiasz z nimi, przeprowadzasz wywiady, pytasz, jak się czują z tą technologią. Czy daje im to poczucie bezpieczeństwa, czy może czują się jak pod stałą obserwacją Wielkiego Brata? Szczególnie jeśli mówimy o osobach starszych, dla których smartfon to wciąż czarna magia.

Na koniec analizujesz twarde dane: czy w grupie monitorowanej było mniej wizyt na SOR-ze? I miękkie dane: czy ci pacjenci czuli, że mają większą kontrolę nad swoją chorobą? Taki projekt to gotowy, solidny doktorat, który ma realne znaczenie.

Projekt stanowi próbę odpowiedzi na pytanie dotyczące skuteczności technologii w opiece nad pacjentami z przewlekłą niewydolnością serca w kontekście polskiej rzeczywistości opieki zdrowotnej. Badanie wpisuje się w nurt evidence-based nursing i health technology assessment, łącząc paradygmat pozytywistyczny z interpretatywnym w metodologii mixed-methods.

Założenia teoretyczne opierają się na teorii self-efficacy Bandury oraz modelu Technology Acceptance Model (TAM), które pozwalają zrozumieć mechanizmy adaptacji pacjentów do nowych technologii medycznych. Kluczowe jest tu napięcie między potencjałem technologicznym a rzeczywistością demograficzną - większość pacjentów z niewydolnością serca to osoby starsze, często z ograniczoną literacją cyfrową.

Metodologia zakłada randomizowane kontrolowane badanie z udziałem 100 pacjentów podzielonych na grupę interwencyjną (zdalne monitorowanie parametrów życiowych) i kontrolną (standardowa opieka). Część ilościowa obejmuje analizę częstości hospitalizacji, wizyt w SOR, przestrzegania zaleceń terapeutycznych oraz obiektywnych wskaźników jakości życia mierzonych skalami SF-36 i Kansas City Cardiomyopathy Questionnaire.

Komponent jakościowy wykorzystuje wywiady pogłębione i obserwację uczestniczącą do zrozumienia doświadczeń pacjentów z technologią. Szczególnie istotne jest zbadanie, czy monitoring zwiększa poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad chorobą, czy przeciwnie - generuje lęk i poczucie utraty prywatności. Analiza fenomenologiczna pozwoli uchwycić subtelne aspekty relacji człowiek-technologia w kontekście przewlekłej choroby.

Znaczenie praktyczne wykracza poza akademickie rozważania. Wyniki mogą bezpośrednio wpłynąć na kształtowanie polityki zdrowotnej dotyczącej implementacji telemedycyny, optymalizację kosztów opieki zdrowotnej oraz poprawę standardów opieki pielęgniarskiej w kardiologii. W kontekście starzejącego się społeczeństwa i rosnących kosztów opieki zdrowotnej, badanie dostarcza krytycznych danych do podejmowania decyzji o inwestycjach w technologie medyczne.

Projekt łączy w sobie rygor metodologiczny z praktyczną aplikowalnością, co czyni go wartościowym wkładem zarówno w naukę pielęgniarstwa, jak i praktykę kliniczną.

Pułapki i refleksje na koniec

Gdy patrzę na te wszystkie możliwości, mam mieszane uczucia. Z jednej strony, widzę ogromny potencjał. Możemy zapewnić lepszą opiekę ludziom w małych miejscowościach, możemy szybciej reagować na zagrożenia. Ale z drugiej strony, mam w głowie mnóstwo wątpliwości.

Czy nie tworzymy systemu, który pogłębi nierówności? Co z osobami, których nie stać na smartfona i szybki internet? Czy nie zostaną w tyle? I najważniejsze: czy w tej całej technologii nie zgubimy człowieka? Czy da się zbudować prawdziwą, opartą na zaufaniu relację terapeutyczną przez ekran? Nie jestem pewien, czy znam odpowiedzi na te pytania. I właśnie dlatego uważam, że to tak piekielnie ważny obszar badań.

To nie jest temat, który się zdezaktualizuje. Za pięć lat będziemy mieli nowsze opaski i szybsze algorytmy, ale fundamentalne pytania o skuteczność, etykę i relację człowiek-technologia pozostaną z nami na dekady.

A jak Wy to widzicie? Czy chcielibyście, żeby Waszym zdrowiem opiekował się algorytm i pielęgniarka przez ekran? Gdzie leży dla Was granica? 


Jeśli sami zmagacie się z podobnymi pytaniami w Waszych badaniach i czujecie, że ogrom materiału lub złożoność metodologii Was przytłacza, nie musicie pokonywać tej drogi w pojedynkę. Czasem rozmowa z kimś, kto przeszedł tę drogę, potrafi zdziałać cuda. Potrzebujesz wsparcia w swoim projekcie badawczym? Skonsultuj swój pomysł na doktorat z naszymi ekspertami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *